piątek, 26 grudnia 2008

Save the cheerleader. Save the World.

Jedne święta, jedna przeprowadzka i dwa sezony Herosów później…

Kilka ostatnich miesięcy spędziłem w Pruszkowie, a mój dom w Sulejówku podlegał w tym czasie remontowi który okazał się dużo większy i trudniejszy niż się spodziewałem.

Nie będę rozwodził się jednak ani nad tymi 8 miesiącami i tym dlaczego „tam gdzie kończą się Reguły zaczyna się Pruszków”, ani też nad architekturą wnętrz. Poprzestańmy na tym ,że jestem z powrotem tam gdzie czuje się jak w domu.

Święta również raczę ominąć, gdyż w zasadzie nie ma o czym pisać. Bogatszy o skarpety i DVD z nowym Batmanem (pewnie dość częsty prezent wśród geekowej społeczności ) pomijam te ostatnie 3 dni.

Poza przeprowadzką z Pruszkowa do Sulejówka ostatnie tygodnie upłynęły mi jeszcze pod jednym hasłem – Heroes.

Jakiś czas temu postanowiłem ponarabiać serialowe zaległości i po Dexterze przyszła kolej na Herosów właśnie. Na razie łyknąłem pierwsze dwa sezony i jestem pod wrażeniem. Nie było chyba jeszcze tak komiksowego serialu fabularnego (z resztą jeden z bohaterów – potrafiący „malować przyszłość” artysta, tworzy komiksy by zarobić na chleb i płótna, a każdy z jego obrazów które dla fabuły są dość istotne, utrzymane są w typowo komiksowej stylistyce).

Został mi trzeci sezon, a potem spinoffy i komiksy które też pewnie ukradną mi trochę życia.

Daruje sobie opowiadanie fabuły bo jest to czynnością bezsensowną w tym przypadku. Powiedzmy to co wszyscy wiedzą. Na całym świecie zaczynają dawać o sobie znać ludzie którzy odkrywają ponadnaturalne zdolności takie jak latanie, regeneracja, manipulowanie czasoprzestrzenią etc. Wraz z rozwojem akcji zaczynają odkrywać ,że jest ich więcej niż początkowo by się wydawało, a wszystkich – z pozoru niezwiązanych ze sobą- łączy w istocie wspólna misja – ratowanie świata. Brzmi to sztampowo i patetycznie i tak jest w istocie, ale jeśli dodać do tego całą masę wewnętrznych intryg, zależności i zwrotów akcji, oraz całkiem nieźle zarysowane i zagrane postaci dostajemy przyjemną i wciągającą fabułę.

Całość zdaje się być trochę kalką X-Menów (normalni ludzie, odkrywający supermoce, tajne organizacje dla „uzdolnionych” etc.). Bez wątpienia uniwersum Marvela było wielką inspiracją dla twórców Heroesów, być może nawet pierwotnie chcieli oni stworzyć spinoff X-Menów, acz z braku funduszy na licencję postanowili stworzyć swoje uniwersum. Wyszło to bez wątpienia na plus, gdyż każdą z postaci poznajemy od nowa, a świat kryje zupełnie nowe tajemnice które odkrywamy wraz z postaciami. Bardzo rzadko zdarza się by widz wiedział więcej niż bohaterowie , a nawet jeśli podnosi to tylko napięcie.

Pierwszy sezon (23 odcinki ) podobał mi się dużo bardziej niż drugi (odcinków 11). Strajk scenarzystów w US&A który odbywał się w czasie powstawania 2 serii miał tu niestety duże znaczenie. Nie jest źle, ale poza pchnięciem fabuły do przodu i rozwinięciem niektórych wątków i wprowadzeniu kilku nowych postaci otrzymujemy bardzo mało. Na tyle dużo jednak by z samego poczucia obowiązku sięgnąć po sezon trzeci.

Żałuję ,że na DVD wyszedł u nas na razie tylko 1 sezon (gdyby ktoś chciał sprawić mi dobry prezent na zbliżające się urodziny, to tu mały hint zostawiam), ale i tak stwarza to nadzieję na pojawienie się kolejnych. Część komiksów jest dostępna w Komikslandii i będę musiał po nie niebawem sięgnąć. Ale to później. Najpierw trzecia seria.


3 komentarze:

  1. Rysuny do Heroesów zdziałał Tim Sale.
    A trzeci sezon to niestety totalna padaka.
    Rozczarowanie i dno. Odpuszczam sobie :/
    Co prawda ostatnio zwolnili Jepha Loeba ale nie wierzę że ten serial da się odratować.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oczywiście chodziło mi o rysunki i malunki "występujące" w serialu.

    OdpowiedzUsuń
  3. dawaj coś o northlandersach!

    OdpowiedzUsuń