wtorek, 18 listopada 2008

Maupka Comes Home

Pamiętam radość swą gdy na Polskim rynku zaistniał zespół Sistars.
Siostry Przybysz wraz z zespołem świetnie wpasowały się w lukę r’n’b, soul, na rodzimej scenie. Bardzo profesjonalnie zaaranżowane, zagrane i przede wszystkim świetnie zaśpiewane (również po angielsku, na poziomie języka którego jeszcze wśród polskich wokalistów nie słyszałem) utwory bardzo przypadły mi do gustu, ale i tak ograniczałem się do oglądania teledysków tu i ówdzie, oraz wyszukiwania filmików z koncertów w Internecie.

Poza pomysłem na muzykę imponował mi również pomysł na siebie Pauliny i Natalii. Wśród całej gamy wywiadów i publicznych wystąpień wprost biła od dziewczyn szczerość i chęć pozostania sobą, bez jakiegokolwiek „parcia na szkło”.

Przyznać się również muszę ,że od zawsze miałem jakąś słabość do starszej z sióstr (podobno Tymon Tymański również – nie ma to jak dobre towarzystwo), stąd bardzo ciekaw byłem,
co przyniesie solowy materiał Natalii.
Ciekawość wzrosła o kilka stopni gdy okazało się ,że producentem krążka miał zostać Envee – można by rzec, generał polskiej sceny nu-jazz, który przez znakomity duet z Fiszem (album „FRU!”) ma mój dożywotni szacun. Z drugiej strony bałem się tego duetu. Envee kojarzył mi się z sadzeniem dość krzykliwej elektroniki, co jakoś nie współgrało mi z ciepłym, soulowym głosem Natu. Jakież wielkie okazało się moje zdziwienie gdy usłyszałem pierwszy singiel…

Gdy dowiedziałem się ,że „New” – pierwszy singiel z płyty „Maupka Comes Home”- to reggae, nie mogłem oprzeć się pokusie jak najszybszego sprawdzenia jak to wyszło.
Głównie słucham właśnie takiej muzyki i wiem z autopsji ,że bardzo nieczęsto udaje się ludziom którzy nie czują tej stylistyki nagrać coś naprawdę na poziomie – zwłaszcza w Polsce. Pierwsze wrażenie było tak pozytywne ,że nie mogłem przestać słuchać tej piosenki przez 4 dni. Potem kupiłem płytę i było już tylko lepiej.

Znakomici muzycy którzy grają w składzie koncertowym, oraz brali udział w nagrywaniu płyty – wymienić tu należy chociażby Piotrka Zabrodzkiego (Cinq G, Baaba, Blast Muzungu), Huberta Zemlera (Cinq G, Blast Muzungu), Wojiecha Traczyka (Muzykoterapia), Jurka Zagórskiego (Tworzywo Sztuczne, Muzykoterapia), czy Marcina Maseckiego – sprawiają ,że płyta spodobać może się i amatorom przyjemnych uchu kompozycji neo-soulowych (których Envee i Natalia zmajstrowali całą gamę), muzycznych smaczków i instrumentalnego feelingu. Na brawa zasługuje również poziom samej produkcji. Wszystko brzmi świetnie i „na miejscu”. Nie mogę się doczekać, aż będę mógł usłyszeć kilka piosenek na mocniejszym nagłośnieniu niż na tym, którym dysponuję w domu.

Co do samej zawartości krążka, to mamy tu 14 numerów. Wszystkie wyśpiewane przez Natalię po angielsku. Brak gościnnych występów ( nie licząc siostry w chórkach w jednej z piosenek), co w zasadzie nie jest minusem, wręcz przeciwnie, daje wrażenie większej spójności materiału niż w kilku podobnych projektach z ostatnich kilku miesięcy.
Całość zaczyna „All I’ve Got”. Utwór klucz., dający bardzo dobry obraz na to czego będziemy słuchać przez następną godzinę. Zaczyna się spokojnie, perkusja, dochodzą klawisze, rytmiczna gitara. Czysty wokal i dodające przestrzeni chórki. Potem utwór nabiera tempa, aranżacja staje się gęstsza, pojawiają się perkusjonalia. W ostatniej fazie pojawia się przełamanie, szybsze, latynoskie bicie gitary, tempo i rytm stają się bardzo taneczne, przypominając klasyczną sambę. I tak jest z całą płytą. Mamy pełen przekrój „czarnej muzyki” od Ameryki Południowej, przez Nowy Orlean, Nowy York, aż po Karaiby. Wszystko to spięte ciepłym wokalem Natalii i lekko elektronicznymi aranżacjami Enveego. Jest zatem wspomniana samba, jest jazz, reggae, soul w klasycznym jak i nowoczesnym wydaniu. Ostatnie dwa utwory to wykonane na żywo, akustyczne piosenki. Pierwszą jest otwierające płytę „All I’ve Got”, drugą zaś cover piosenki „Come Sunday”, Duke’a Ellingtona, przy której za każdym razem mam ciarki na plecach.
Nie będę pisał które piosenki najbardziej przypadły mi do gustu, bo musiał bym wymienić niemal wszystkie – tej płyty najlepiej słucha się od początku do końca.

Płyty „Maupka Comes Home” słucham już od jakichś dwóch tygodni bez przerwy i jeszcze mi się nie znudziło. Nie zanosi się również, by tak miało się w najbliższym czasie stać. Przy jednych piosenkach odpoczywam, inne pozytywnie nastrajają mnie na cały dzień, przy innych lubię dzień kończyć, jeszcze inne są po prostu świetnym tłem codziennych czynności. Jeśli ktoś czuje niedobór soulu w organizmie, to album który polecam z czystym sumieniem każdemu.

3 komentarze:

  1. Juz myślałem, że nic nie napiszesz.

    Ładna jest. Ta Natalia. A w tle ksiąąąąążki. Ciekawe czy ma komiksy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cz nie da się tego czytać, no już tak slodzisz i się jarasz że aż się niedobrze człowiekowi robi. błgam, odrobinę obiektywizmu!

    OdpowiedzUsuń
  3. Fakt. Jaram się niemiłosiernie i jeśli miał bym pisać o słabych stronach to chyba tylko o tym ,że numerów za mało.
    Nie mniej rozumiem twój ból :-)
    Przy następnych tekstach będzie trochę bardziej z równowagą, ale teraz potrzebowałem czegoś prostego i lekkiego do wyjścia z dołka.

    OdpowiedzUsuń