
Strasznie długo zbierałem się do napisania tej recenzji – sam nie wiem czemu. Prokrastynacja zapewne.
Nie mniej na bank każdy kto tu czasem zagląda (macham rączką do tych 3-5 osób ;-) ) przyzwyczaił się ,że nastały chude lata i tylko od czasu do czasu na stół tafia jakiś bardziej treściwy kawał schabu. Ale dobrze, let’s cut the crap and start something more interesting.
Northlanders to świeża („no, może nie bez przesady”) zajawka Briana Wooda -znanego chociażby
z wydawanego u nas DMZ, czy noweli Local, która zgarnęła ostatnio jakieś Eisnery- kręcąca się wokół tematu wikingów. Yay! Jak dawno nie było fajnej siepy ze wczesnego średniowiecza! Z resztą to określenie świetnie charakteryzuje cały komiks.Mamy bohatera. Sven mu na imię. Sven mimo swojego młodego wieku ma aparycję i charakter barowego zabijaki który w kaszę sobie dmuchać nie daje, a i w ryj dać może dać, jak ktoś krzywo spojrzy na jego czerwone wdzianko gwardii wareskiej. No właśnie, Sven jest Waregiem, a samo przynależenie do jednej z najbardziej elitarnych jednostek Bizancjum powinno mówić sporo o tym jak zarabia na bułki i dżem. Niefortunnie się składa, że nasz odziany w czerwień misiek z kozią bródką dowiaduje się o śmierci swojego ojca (gracze rpg - znacie to, prawda ?). Niefortunnie dla naszego bohatera spadek po ojcu przeszedł mu koło nosa na rzecz wujka Gorma. Sven jak na bohatera przystało postanawia wyruszyć do rodzinnego rejonu Orkney (północna Szkocja) by rozliczyć się z wujem i załatwić kilka formalności… w wareskim stylu.
Cała historia w pierwszym trejdzie to 8 zeszytów tworzących zamkniętą całość (powstają kolejne, ale już nie powiązane fabularnie z tą historią). Akcja rozciąga się na lata bytności Svena w rodzinnych stronach i opisuje animozje – krwawe, oj krwawe- różniące go z wujem i jego brodatymi pupilami. Sama fabuła nie jest zbyt skomplikowana, bohaterów nie pojawia się wielu. Dla rozjaśnienia kontekstu dostajemy retrospekcję z historii życia Svena, tego jak znalazł się w Bizancjum i dlaczego jest takim człowiekiem jakim go poznajemy… No właśnie. Bardzo mocnym punktem komiksu jest sam bohater i ewolucja jego charakteru. Spośród wszystkich znajomych którzy komiks czytali powtarzała się opinia o Svenie jako zgorzkniałym (by nie powiedzieć gorzej) gburze któremu wojna rzuciła się na mózg. Zdecydowanie ciężko jest go lubić, ale z biegiem historii zaczynamy rozumieć jego motywacje, oraz obserwujemy to jak narwany pyszałek nabiera trochę życiowej mądrości i doświadczenia. Ciężko jest tak ukazać negatywnego bohatera, by nie wpadał w sztampę „jestem zły, bo tak mi się podoba”. Woodowi się udało.Rysunki do wszystkich 8 zeszytów poczynił Davide Gianfelice. Kreska Włocha jest prosta,
surowa, bardzo dobrze wpasowuje się w klimat opowieści o ludach północy. Dbałość o historyczne niuanse takie jak ówczesna moda, czy uzbrojenie, robią również bardzo przyjemne wrażenie. Kolory Dave'a McCaiga robią równie dobrą robotę jak rysunki Gianfelice’a, by nie rzec ,że nawet lepszą. Są solidne, proste, mocno „komiksowe” i oddające ciężki nastrój tamtego klimatu i czasów ,a przy tym jeśli trzeba potrafią przykuć oko barwnym zachodem słońca. Na całość nałożony jest lekki filtr dodający kolorom trochę trzeciego wymiaru i jeszcze więcej tej surowości o której mówiłem przy kresce pana G.Scenariusz i rysunki w połączeniu z tematyką podziały na mnie na tyle, iż jak tylko dowiem się ,że ukazał się w US&A drugi trade to ściągam go sobie, mimo ,że za kreskę odpowiadać ma już kto inny. Wood sam w sobie wystarczy, by przykuć uwagę dobrze poprowadzoną historią i ciekawymi bohaterami.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz